
Budżet 2027: mniejsze firmy z ostrożnym optymizmem
Państwo chce w 2027 roku wydać 977,6 mld zł. Spora część tych pieniędzy wróci do gospodarki przez inwestycje, zamówienia publiczne i wydatki konsumentów. Skorzystają na tym także małe firmy. Tyle że równolegle rząd liczy na wyraźnie większe wpływy z podatków i szykuje zmiany, które dla części przedsiębiorców oznaczają większe obciążenia. Można więc w przyszłym roku mieć większy przychód, a mimo to wcale nie mieć więcej pieniędzy w kasie.
Budżet na 2027 rok daje małym firmom kilka powodów do ostrożnego optymizmu. Rząd zakłada wzrost gospodarczy na poziomie 3 proc. i średnioroczną inflację 2,8 proc. Do tego państwo zamierza dużo wydawać. Na drogi i kolej ma pójść 62,4 mld zł, na ochronę zdrowia 274,1 mld zł. Zostają też największe programy społeczne.
I to akurat dla biznesu ma znaczenie. Wielka inwestycja nie kończy się na kontrakcie dla dużego wykonawcy. Za nim idą zlecenia dla przewoźników, dostawców materiałów, serwisów, hoteli, restauracji i dziesiątek lokalnych firm. Podobnie działa konsumpcja: kiedy ludzie mają więcej pieniędzy, część z nich zostawiają w sklepach, punktach usługowych czy gastronomii.
Hamulec dla wzrostu minimalnego wynagrodzenia
Dobrą wiadomością jest też to, że płaca minimalna nie rośnie już w takim tempie jak kilka lat temu. Od stycznia ma wynosić 4950 zł, czyli o 3 proc. więcej niż obecnie. Dla firm zatrudniających dużo osób na najniższych stawkach to wciąż dodatkowy koszt, ale bez gwałtownego skoku, jaki przedsiębiorcy pamiętają z poprzednich lat.
Na razie więc rachunek wygląda całkiem nieźle: gospodarka ma rosnąć, państwo inwestuje, konsumenci nadal wydają, a presja kosztowa trochę słabnie. Sęk w tym, że te wydatki trzeba z czegoś pokryć.
Fiskus też chce więcej
W 2027 roku dochody podatkowe państwa mają sięgnąć 623,8 mld zł, czyli o 58,8 mld zł więcej niż przewidywane wykonanie w tym roku. Więcej ma przynieść rosnąca gospodarka, większa konsumpcja i lepsza ściągalność podatków. Ale na tym lista się nie kończy.
Dla części małych przedsiębiorców szczególnie odczuwalna może być zmiana dotycząca ryczałtu. Rząd chce obniżyć limit przychodów pozwalający korzystać z tej formy opodatkowania z 2 mln euro do 250 tys. euro. Dla firmy, która przez kilka lat rosła i właśnie wyszła poza skalę najmniejszej działalności, może to oznaczać zmianę sposobu rozliczeń i wyższy rachunek podatkowy.
Konfederacja Lewiatan napisała wprost, że sprzeciwia się „ratowaniu deficytu kosztem firm działających w Polsce”. I trudno sprowadzić dyskusję na ten temat wyłącznie do wysokości podatków. Dla sektora MŚP równie ważne jest to, czy mogą zaplanować kolejny rok bez obawy, że w międzyczasie zmienią się limity, zasady albo sposób rozliczania działalności.
Biznes w obliczu polityki nagłych zmian
A powodów do nerwowości przedsiębiorcom nie brakuje. Deficyt budżetowy w przyszłym roku ma wynieść 281,2 mld zł. Oczywiście przedsiębiorca nie zobaczy tej kwoty na swojej fakturze ani deklaracji podatkowej. Jednakże wcześniej czy później pojawi się pytanie, jak państwo chce tak dużą dziurę zmniejszać. Jeżeli odpowiedzią będą kolejne zmiany podatkowe, nowe daniny i poprawianie przepisów co kilka miesięcy, dzisiejsze wydatki budżetowe zaczną wracać do firm jako jutrzejsze koszty.
Budżet na kolejny rok może więc pomóc małym firmom w sprzedaży, ale nie daje im pewności, ile z przychodów z tej sprzedaży zostanie na koniec. I właśnie tu leży największy problem. Mały przedsiębiorca jakoś sobie poradzi z gorszym przychodowo miesiącem, droższą energią czy słabszym popytem. Znacznie trudniej prowadzić firmę, kiedy nie wiadomo, według jakich zasad będzie się ją rozliczać za rok. Państwo może pompować w gospodarkę setki miliardów, lecz jeżeli jednocześnie będzie co chwilę zmieniać przedsiębiorcom podatkowe zasady, to samo zmniejszy efekt wydawanych środków.
Żródło Salon24.pl, blog Krzysztofa Przybyła, prezesa Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego









