FUNDACJA

Polska dolina beaconowa

czwartek, 18 czerwca 2015

Z Adamem Jesionkiewiczem, współzałożycielem i CEO firmy Ifinity, rozmawia Adam Mikołajczyk.

Adam Mikołajczyk: Czym zajmuje się Ifinity?

Adam Jesionkiewicz: Rozwiązywaniem problemu istnienia dużej luki pomiędzy światem cyfrowym i światem rzeczywistym, realnym. Weźmy za przykład sklep, który ma siedzibę w świecie realnym i równocześnie występuje w wersji internetowej. Klient może w sklepie internetowym zrobić zakupy za ogromną kwotę, w związku z tym powinien liczyć na specjalne traktowanie również wtedy, gdy odwiedzi realną siedzibę sklepu tej samej sieci, a tymczasem tam pozostaje anonimowy. Chcemy usunąć problem niewiedzy i braku komunikacji pomiędzy przestrzenią cyfrową i realną. Do tego potrzebne są beacony i nasz system operacyjny, na którym można budować odpowiednie aplikacje. 

AM: W USA mówi się o „polskiej dolinie beaconowej” (polish beacons valley). Skąd wzięło się to pojęcie i co oznacza?

AJ: Nieskromnie powiem, że to nasza zasługa. Stwierdzenie to padło w kontekście naszych rozmów z branżowymi mediami, z Techcrunch.com, a następnie z „Forbesem”. Później z pełną świadomością użyliśmy go we wszelkich naszych materiałach prasowych. Dlatego w Stanach Zjednoczonych zwrócono uwagę na to, że coś ciekawego w dziedzinie beaconów dzieje się w Polsce. Nie chodzi nawet o liczbę graczy, bowiem są trzy poważne firmy, które zajmują się tym tematem (łącznie z nami), ale o to, że jesteśmy aktywni. Mówiąc metaforycznie, polskie firmy wsiadły bardzo szybko do właściwego pociągu, zanim inni na poważnie zainteresowali się rynkiem. Bardzo szybko stały się dojrzałe, ukształtowały się inwestycyjnie, postawiły solidne fundamenty i wypracowały pewien poziom. Co więcej, nie postrzegamy się nawzajem w kategoriach konkurencji – każda firma ma nieco inne produkty oraz wykonuje pracę na rzecz całej branży. My sprzedajemy kompletne rozwiązania przeznaczone dla konkretnego produktu, włącznie z systemem operacyjnym dla całego Internetu rzeczy. Koncentrujemy się na dużych podmiotach biznesowych, które mogą zaimplementować nasze rozwiązania na większą skalę. Same beacony nie są na pierwszym miejscu i tak naprawdę z naszej perspektywy są dodatkiem do systemu, a nie jego trzonem. 

AM: Ifinity działa w szerokiej branży zwanej Internet of Things (Internet rzeczy). Co się wydarzy w tej branży do 2020 r.?

AJ: Tego nie wie nikt. Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Dziś trzeba być odważnym, by prorokować na najbliższe 2–3 lata. Oczywiście istnieją jakieś prognozy, na przykład, że nastąpi ogromny wzrost liczby zainstalowanych urządzeń – miliardy sensorów będą podłączone do Internetu. Wyzwanie dla branży polega na tym, jak sensorami zarządzać i jak analizować dane, których dostarczą. Na rynku wygra ten, kto wyciągnie trafne wnioski na przyszłość. Musimy pamiętać, że każda nowa technologia była w pewnym sensie obciążona technologią ustępującą (np. pierwsze samochody wyglądały jak karety, pierwsze książki – jak manuskrypty). Pierwszy Internet też de facto naśladował gazety. Co ciekawe, ten proces trwa, Internet jest obciążony stygmatem poprzedniej generacji – medium się rozwinęło, jest bardziej interaktywne, ale nadal jest to „czytanie w Internecie”. Nasza teoria jest taka, że ciągle tkwimy w przeszłości, nie znamy jeszcze pełni możliwości Internetu. Pierwszym krokiem, by to zmienić, jest Internet rzeczy – czytelny nie tylko dla użytkownika, ale także dla maszyn, urządzeń. Nie chodzi o to, by coś czytać, czegoś poszukiwać, ale żeby urządzenia, nieważne, czy to będzie zegarek, czy termometr, same się z Internetem komunikowały. Mówimy o świecie połączonych urządzeń, które rozmawiają uniwersalnym językiem. Na poziomie hardware’u ten język został zidentyfikowany – jest to bluetooth. Drugi krok to napisanie systemu, który będzie wymieniał dane między urządzeniami. I to już się dzieje, nad tym pracujemy, chociażby z Komisją Europejską, której grupa robocza zajmuje się standaryzacją wspomnianej sfery. Jesteśmy w tej grupie razem z Samsungiem, IBM-em, Cisco, Simensem. Przede wszystkim zaś nasza firma stworzyła system operacyjny GEOS, który ma na celu opanowanie dużej ilości sensorów i płynących z nich danych.

AM: Jak ta rewolucja przełoży się na korzyści dla użytkownika? 

AJ: Myślę, że przed ludźmi otwierają się zupełnie nowe perspektywy. Nadchodzącą rewolucję można porównać z pojawieniem się komputerów osobistych. W 1977 r. CEO Digital Equipment Corporation stwierdził, że nie wyobraża sobie, żeby kiedykolwiek ktokolwiek mógł potrzebować w swoim domu komputera. Dziś problem z wyobrażeniem sobie tego, co nas czeka, jest znacznie większy. Możemy jednak próbować nakreślić wizję przyszłości. Przykładowo użytkownicy dzięki jakiemuś urządzeniu, dajmy na to bransoletce, która wyświetla treść na ręce, będą mogli otrzymywać informacje kontekstowe adekwatne ze względu na miejsce, w którym się znajdują (dzięki elektronicznej interakcji z tym miejscem). Jeśli w tymże miejscu będą dostępne jakieś funkcjonalności obsługiwane elektronicznie, to pewne procesy będą się działy automatycznie. Użytkownik wsiadający do autobusu nie będzie musiał się zajmować czynnością kasowania biletu, system sam rozpozna jego zamiary. Numery autobusów miejskich czy stałe linie nie będą miały racji bytu. System wykryje, gdzie pasażerowie chcą jechać, i na tej podstawie będzie tworzył elastyczne trasy. Takie pilotażowe testy były już zresztą robione w Kopenhadze. Podobnie będziemy dokonywali płatności w sklepach, co przełoży się też na sam proces robienia zakupów. Z tym systemem wejdziemy do sklepu, przymierzymy i wyjdziemy z produktem, kolejki znikną. Myślę, że nie ma takiej branży, w której nie dojdzie do potężnego wstrząsu. Główny cel jest taki, by zlikwidować wszystkie niedogodności dnia codziennego, które dziś nas irytują, zabierają nam czas. Wynikają one z tego, że kiedyś nie było danych i nie można było nic zautomatyzować. My mówimy o świecie, który jest całkowicie zautomatyzowany, interaktywny, który sam reaguje na człowieka. Kiedy zbliżamy się do domu, nie powinniśmy szukać kluczy. Zamek powinien nas rozpoznać i otworzyć drzwi, a cały dom – przywitać. Tak działać będzie również cała przestrzeń miejska.

AM: Kusząca wizja, ale zapewne ma swoje ograniczenia. Co na przykład z ochroną wrażliwych danych osobowych?

AJ: Warunek jest taki, że człowiek musi wyrazić zgodę na przetwarzanie danych. Sztuka polega na tym, by korzyści dla użytkownika w zamian za zgodę były wystarczająco atrakcyjne i zachęcały do udziału w systemie. Celem zbierania danych nie jest nic, co mogłoby zostać uznane za teorię spiskową. Chodzi o to, by usługi personalizować pod użytkownika, a aby to zrobić, musimy coś o nim wiedzieć. Jeżeli wchodzisz do sklepu i chcesz, by system sam zaproponował garnitur, to on musi znać chociażby rozmiar. Mówimy zatem o danych, które są przekazywane w odpowiednim momencie do odpowiedniego systemu po to, by mogła zajść interakcja. To tak jak z aplikacją pogodową – jeśli chcemy, by na bieżąco pokazywała temperaturę w naszym mieście, system musi wiedzieć, w jakiej jesteśmy lokalizacji. Podobnie z reklamą, której ludzie nienawidzą. Reklama dziś musi „krzyczeć” do wszystkich, aby dotrzeć do jednostki, bo nie wie dokładnie, do kogo mówi, ani nie wie, gdzie znajduje się adresat. I to się zmieni dzięki zbieraniu danych i personalizacji działań – reklama przestanie „krzyczeć”, a z czasem zniknie z ulic. W świecie przyszłości reklama stanie się informacją, która będzie przydatna i pomocna. Zmieni się rola agencji reklamowych, które będą budować doświadczenia i relacje z klientem w zautomatyzowany sposób. Kreacja i krzykliwe hasła przestaną być istotne. Celem będzie wysłanie konkretnego komunikatu do konkretnej osoby, która w tym momencie potrzebuje produktu. Billboardy, plakaty, masowe mailingi przestaną mieć rację bytu. Już dziś jesteśmy w stanie zautomatyzować cały proces chociażby rejestracji w hotelach. W świecie naszej technologii gość hotelowy nic nie musi robić. Wchodzi do hotelu, system go rozpoznaje, robi automatyczny check-in i przygotowuje cały pobyt. System wysyła pana do walizek, który już wie, gdzie ma je zanieść, wyznacza ścieżkę do pokoju, wzywa windę, która zawozi na właściwe piętro, drzwi do pokoju otwierają się automatycznie itd.

Zdaję sobie sprawę, że my jeszcze bronimy się przed takimi rozwiązaniami, wciąż się ich trochę obawiamy. To wszystko musi się zatem dziać na nasze wyraźne życzenie.

AM: Dziś, aby system działał, musimy mieć przy sobie jakiś sprzęt, np. smartfon. Co będzie potem?

AJ: Dziś jest to smartfon, jutro będzie to zegarek, a za chwilę jeszcze coś innego. Dąży się jednak do sytuacji, by nie mieć przy sobie żadnego urządzenia. Są przecież pewne elementy naszego ciała, które dobrze nas identyfikują, zaczynając od linii na opuszku palca, na siatkówce gałki ocznej kończąc. Być może docelowo będzie to jeszcze coś innego, może system będzie nas rozpoznawał po feromonach… Z jednej strony trochę nas to przeraża, z drugiej otwiera się przed nami fantastyczny świat przyszłości. Podzieli się na tych, którzy zaakceptują nowości, i tych, którzy korzyści nie zechcą.

AM: Które branże najbardziej czekają na rozwiązania tego typu? 

AJ: Pierwsza kategoria to human experience – wszystko to, co mieści się w kategorii budowania relacji z ludźmi. Kolejna to productivity, czyli wszystkie systemy, które mają zwiększać efektywność pracy – wszelkiego typu identyfikatory, karty zakładowe itp. Na przykład nad pielęgniarką, która opiekuje się osobą starszą, nie mamy dzisiaj właściwej kontroli. Docelowo zostanie wyposażona w specjalną kartę, która jest beaconem. Dzięki temu będziemy wiedzieli dokładnie, ile czasu spędziła z chorym, a nawet jak się zachowywała – na podstawie analizy ruchów tej osoby. Dane z takich systemów mogą być podstawą premiowania. Tak samo będzie w dużych fabrykach. Kolejna kategoria to zarządzanie przedmiotami. Wyobraźmy sobie szpital, w którym znajdują się urządzenia ratujące życie. W związku z tym, że są mobilne, czasem nie wiadomo, do której sali zostały przeniesione. W świecie naszej technologii będziemy dokładnie wiedzieli, gdzie coś się znajduje, więc zwiększymy efektywność zarządzania rzeczami. Następna kategoria to logistyka, która – jak się okazuje – również bardzo potrzebuje nowych rozwiązań. 

AM: Dużo już osiągnęliście. Aktywnie przyczyniacie się do promocji naszego kraju w świecie. Czego jeszcze można wam życzyć?

AJ: Chcemy być wiodącym dostawcą rozwiązań systemowych związanych z ogólnie pojętym Internetem rzeczy. Wierzymy, że możemy też być postrzegani jako pierwsza tego typu spółka w naszym kraju, która za kilka lat może zostać wyceniona powyżej miliarda dolarów. To oczywiście nie powinno być celem samym w sobie, ale może być dobrą inspiracją dla innych, wskazującą, że w Polsce jesteśmy w stanie kreować rozwiązania mające wpływ na cały świat.

Adam Jesionkiewicz, prezes Ifinity, designer, wizjoner i przedsiębiorca. Obsesyjnie zainteresowany wpływem nowych technologii na relacje międzyludzkie i rozwój cywilizacji. 

 

 

Fot. Getifinity.com

 

Publikuj na FacebookPublikuj na GooglePublikuj na LinkedinPublikuj na Twitter