
Krzysztof Przybył: SAFE może zmienić polską gospodarkę (ale nie musi)
Polska bierze gigantyczną pożyczkę i natychmiast słyszymy tę samą narrację: kto wygrał, kto przegrał, kto ma rację, a kto powinien przeprosić. Tyle że w tej sprawie najważniejsze pytanie jest zupełnie inne: czy potrafimy zamienić te pieniądze na zwiększenie bezpieczeństwa i w impuls rozwojowy dla całej gospodarki?
Zostawmy z boku partyjną nawalankę. Zostawmy także argument najbardziej oczywisty: że Polska musi wzmacniać armię, bo położenie geograficzne i sytuacja bezpieczeństwa nie zostawiają nam wyboru. Spójrzmy na umowę pożyczki SAFE z innej strony: jako na jeden z największych programów inwestycyjnych, jakie mogą w najbliższych latach trafić do polskiej gospodarki.
Skala jest bezprecedensowa. SAFE, czyli Security Action for Europe, to unijny instrument pożyczkowy o wartości do 150 mld euro, przyjęty przez Radę UE 27 maja 2025 r. Jego celem jest finansowanie pilnych i dużych zamówień obronnych oraz wzmacnianie europejskiej bazy przemysłowo-technologicznej sektora obronnego. Dla Polski stawką jest pożyczka w wysokości 43,7 mld euro, czyli w przybliżeniu około 185 mld zł. Rządowe dokumenty mówią o perspektywie wydatkowania tych środków w latach 2026-2030.
To nie jest więc jednorazowy przelew na zakup sprzętu. To może być kilkuletni strumień zamówień, inwestycji, kooperacji, pracy dla zakładów, biur konstrukcyjnych, firm technologicznych, hut, producentów elektroniki, przedsiębiorstw logistycznych i tysięcy podwykonawców. Może, o ile zostanie dobrze wykorzystany.
Nie tylko zbrojeniówka, lecz cały łańcuch gospodarki
Najważniejsze pytanie brzmi: gdzie te pieniądze zostaną wydane? Jeżeli większość zamówień zostanie zakotwiczona w kraju, SAFE może stać się nie tylko programem wojskowym, lecz także przemysłowym.
I tu pojawia się kluczowa liczba: według rządowych komunikatów 89 proc. funduszy z programu SAFE ma trafić do polskiego przemysłu i gospodarki. Oznaczałoby to potencjalnie ponad 160 mld zł zamówień, które zostaną w krajowym obiegu gospodarczym.
To zasadnicza różnica. Bo pieniądz wydany w kraju nie kończy życia w momencie podpisania kontraktu. On zaczyna pracować dalej. Zamówienie na system artyleryjski oznacza zlecenia dla producentów podzespołów, elektroników, informatyków, firm obróbki metalu, transportu, serwisu, certyfikacji i utrzymania. Zamówienie na systemy antydronowe oznacza popyt na sensory, radary, optoelektronikę, oprogramowanie, sztuczną inteligencję, łączność i integrację systemów. Modernizacja infrastruktury transportowej o znaczeniu wojskowym oznacza zaś konkretne prace dla budownictwa, inżynierii, kolei, drogownictwa i logistyki.
Właśnie dlatego sprowadzanie SAFE wyłącznie do „pożyczki na broń” jest zbyt wąskie. To może być impuls inwestycyjny dla tych części gospodarki, które mają najwyższą wartość dodaną: zaawansowanej produkcji, automatyki, cyberbezpieczeństwa, kosmosu, dronów, elektroniki i inżynierii materiałowej. Rządowe materiały wskazują, że 36 proc. z blisko 185 mld zł ma zostać przeznaczone na najnowocześniejsze technologie: satelity, kosmos, cybernetykę, drony oraz techniki antydronowe. To oznacza pulę ponad 65 mld zł na obszary, które mogą decydować o konkurencyjności gospodarki nie tylko wojskowej, ale także cywilnej.
Od montowni do własnych kompetencji
Polski przemysł zbrojeniowy już dziś jest większy, niż jeszcze kilka lat temu. Polska Grupa Zbrojeniowa osiągnęła w 2024 r. przychody na poziomie 13,9 mld zł i zysk przekraczający 1,2 mld zł, a według szacunków za 2025 r. przychody PGZ miały wzrosnąć do ok. 20 mld zł. To pokazuje, że sektor jest w fazie przyspieszenia, ale także że skala SAFE jest dla niego wyzwaniem znacznie większym niż dotychczasowa działalność.
Jeżeli do gospodarki ma trafić ponad 160 mld zł krajowych zamówień, to nie wystarczy zwiększyć produkcję w kilku państwowych zakładach. Trzeba budować sieć kooperantów, wciągać prywatne firmy technologiczne, finansować badania i rozwój, szkolić kadry, wzmacniać szkolnictwo branżowe i techniczne, tworzyć trwałe łańcuchy dostaw. Rządowe materiały mówią, że na programie SAFE ma skorzystać blisko 12 tys. firm współpracujących z polskim przemysłem zbrojeniowym, działających we wszystkich województwach i niemal każdym powiecie. Jeżeli ten mechanizm rzeczywiście zadziała, efekt będzie znacznie szerszy niż wąsko rozumiana obronność.
Dlatego SAFE trzeba oceniać nie przez pryzmat politycznych okrzyków, lecz przez odpowiedzi na konkretne pytania o kwestie gospodarcze. Ile kontraktów trafi do polskich firm? Ile technologii zostanie w kraju? Ile powstanie nowych miejsc pracy dla inżynierów, techników i programistów? Ile zamówień dostaną małe i średnie przedsiębiorstwa, a nie tylko wielkie grupy kapitałowe? Ile pieniędzy pójdzie na produkcję, a ile na realny transfer wiedzy, licencje, serwis, modernizację i eksport?
Pożyczkę trzeba będzie spłacić. To oczywiste. Ale równie oczywiste jest to, że dług zaciągnięty na konsumpcję i dług zaciągnięty na budowę zdolności przemysłowych to dwie różne rzeczy. Jeżeli SAFE zostałby przejedzony w importowych zakupach, pozostanie głównie zobowiązaniem. Jeżeli zostanie wykorzystany jako impuls do rozwoju krajowego przemysłu, może zostawić po sobie fabryki, kompetencje, patenty, miejsca pracy, eksport i silniejsze firmy.
43,7 mld euro to nie tylko pieniądze na bezpieczeństwo. To także pytanie, czy Polska potrafi zamienić geopolityczną konieczność w ogromny gospodarczy awans.
Źródło: Salon24.pl, blog Krzysztofa Przybyła, prezesa Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego









